sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 17.

Tylko go nie zatłucz, myślę sobie, czekając na Jurija w umówionym wcześniej miejscu.Widzę go w oddali. Niesie bukiet kwiatów. No chyba go coś boli, że kwiaty mu pomogą.  Kiedy się do mnie zbliża, mam ochotę uciec. Nadal jego oczy działają. A nie powinny. Chce się ze mną przywitać pocałunkiem w policzek, ale w porę się uchylam i wchodzę do knajpki. Siadam przy pierwszym wolnym stoliku i nie czekając nawet na kelnerkę zaczynam go dosłownie po cichu opier*alać.
- Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie chcę się powtarzać dwa razy. - wysyczałam.
- Po co ta cała złość skarbie. - zbliża swoją dłoń do mojego policzka, żeby go pogłaskać, ale mu na to nie pozwalam.
- Skarbie? Ty chyba jesteś idiotą. Myślisz, że po tym wszystkim tak po prostu Ci wybaczę? Nie ma mowy.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi.
- O Jelenę. I o to, że kiedy najbardziej Cię potrzebowałam, to Cię nie było.
- Zgodzę się z tym, że mnie nie było. Ale nie mam pojęcia o jaką Jelenę Ci chodzi?!- chyba zapomniał, że Anderson mi o wszystkim powiedział. Nawet się nie wahałam i pokazałam mu zdjęcia. Mina mu zrzedła. - Skąd je masz?
- Już nie pamiętasz jak Matt z Tobą rozmawiał? No właśnie. Na serio Jurij jesteś dupkiem. I gdyby nie to, że musimy razem pracować, to bym Cię skopała po jajach i dała w tę kłamliwą twarz. Po co to wszystko było? Po co mówiłeś, że kochasz? Po co ta troska, która się dość szybko skończyła?
- Szczerze, to założyłem się tylko z jednym kolegą o to, że Cię zaliczę i tyle. Zakład przegrałem
wcześniej niż myślałem. Jak poznałem Jelenę to się wszystko zmieniło. Chyba muszę Cię przeprosić.
- Byłam dla Ciebie tylko zakładem?! - nie szeptałam, a wręcz krzyknęłam. Nie obchodziło mnie to, że jest sporo ludzi.
- Przepraszam.
- Przepraszam nic Ci tu nie pomoże.
- A kwiaty?
- Wsadź sobie je tam, gdzie Ci słońce nie dochodzi. Albo daj je Jelenie. Mam nadzieję, że chociaż jej nie potraktujesz tak jak mnie. - wstałam z miejsca i już chciałam udać się do wyjścia, ale złapał mnie za rękę. - Czego?
- Mam nadzieję, że Anderson Cię nie skrzywdzi tak jak ja i, że będziesz z nim szczęśliwa. Natalia, ja naprawdę nie chciałem. To był bardzo głupi zakład. Wybacz, że nie okazałem się dla Ciebie tym kim chciałaś żebym był. Wiesz, że w pewnym momencie sam już myślałem, że coś do Ciebie zaczynam czuć? Ale wtedy pojawiły się wyrzuty sumienia i Jelena. To się zaczęło od tej kolacji we czworo. Ja naprawdę nie chciałem, żeby to tak wyszło.
- Jurij.... co ja mam Ci teraz powiedzieć?
- Zostańmy przyjaciółmi? - uśmiechnął się, nadal wciskając mi kwiaty.
- Nie, na przyjaciela trzeba sobie zapracować, a jak na razie, to bardzo straciłeś w moich oczach. - posmutniałam i zostawiając go samego wyszłam z lokalu, nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.


Jest 20, a Natalii jak nie było tak nie ma. Wiem, że była umówiona z Jurijem, ale obiecała, że szybko to załatwi i pójdziemy na kolację. Dzwoniłem do niej kilka razy, ale ma wyłączony telefon. Stwierdziłem, że pójdę jej poszukać. Kiedy  wychodzę z mieszkania i zamykam drzwi widzę, że Natalia wchodzi po schodach. Jest smutna i przybita. Nie wita się nawet ze mną tylko idzie piętro wyżej do siebie. Pokonuję schody szybciej niż mi się wydaje i łapie ją w drzwiach.
- Co jest? Czemu się nawet nie przywitałaś?
- O, Matt. Wybacz, ale nie zauważyłam Cię.
- Dobra, dobra. Co się stało?
- Nie chce mi się gadać o tym. Chciałabym zostać sama. Dzięki. - zamknęła mi drzwi przed nosem, a ja zostałem tam jak słup. Jeśli on jej coś zrobił to go zatłukę i nie zostawię jej tak dziś samej.


Naprawdę wchodząc na górę, nie zauważyłam Matthew. I bardzo tego wieczoru chciałam zostać sama. Włączyć jakąś głupią komedię romantyczną, przebrać się w moją piżamę w owieczki i z pudełkiem lodów śmietankowo-kokosowych usiąść na kanapie i po prostu się rozpłakać. To wszystko mnie za bardzo przytłoczyło. Z rozmowy z Jurijem wróciłam spacerem. Musiałam sobie to wszystko przemyśleć. No i przy okazji zmarzłam jak cholera. Niestety mamy połowę listopada i na serio tu zimno, ale za to pięknie. Biorę gorący prysznic. Wychodząc słyszę, że ktoś łazi mi po kuchni. No, żesz cholera jasna! Jeszcze tego mi potrzeba. Kolejny już raz uzbrojona w suszarkę ruszam na napastnika.
- Znowu Ty? Nie wiesz, że to tak nieładnie włazić komuś do mieszkania bez pytania?
- A Ty znowu chciałaś mnie zaatakować suszarką!
- Weź spadaj. - wróciłam się do łazienki odłożyć suszarkę. Ubrałam szlafrok i moje niezastąpione cieplutkie skarpetki, które kiedyś babcia zrobiła mi na drutach. Wychodząc, natknęłam się na siatkarza. - No co chcesz? I tak Ci nic nie powiem. Jak już wcześniej wspominałam, nie chce mi się gadać.
- A jednak to robisz.
- Co?
- No rozmawiasz ze mną. - uśmiechnął się. Widząc moją kwaśną minę chyba zrozumiał, że nie mam ochoty rozmawiać o spotkaniu z Jurijem. - Dobra, jeśli aż tak bardzo nie chcesz mojego towarzystwa to już idę do siebie. Tylko proszę, zamknij drzwi na klucz, bo znowu przyjdę. - zaśmiał się, a ja poczułam nieodpartą chęć, żeby jednak został.
- Poczekaj. Jeśli masz ochotę mi potowarzyszyć w jedzeniu o tak późnej porze lodów śmietankowo-kokosowych i w oglądaniu jakiej beznadziejnej komedii romantycznej, która na pewno będzie miała banalne zakończenie, to zapraszam.
- Ale ja nie lubię takiego smaku lodów.
- W zamrażalce masz jeszcze o smaku batona Kit Kat. A jak nie to możesz sobie iść. - widziałam jak mu się oczy zaświeciły jak powiedziałam o jego ulubionych lodach.
- Zostanę nie tylko ze względu na lody. - zaśmiał się. Dobrze, że ze mną został tego wieczoru. Przynajmniej nie przepłakałam go całego, a wręcz przeciwnie. Około 24 przyjmujący poszedł do siebie, a ja padłam na łóżko i zasnęłam, zapominając nastawić budzika.


Stoję pod drzwiami Natalii i pukam, i pukam, i pukam. Wreszcie po 10 minutach otwiera mi zaspana Natalia. Oznaczać to może tylko jedno, zaspała.
- Matt? Co Ty tu robisz? - zapytała, ziewając.
- Spadaj do łazienki mała i masz 15 minut na zebranie się. Nie chcę Cię martwić, ale zaspałaś.- od razu się obudziła. Złapała mnie za rękę patrząc na zegarek, wciągnęła do mieszkania i zaklęła pod nosem. Starając się nie wchodzić jej w drogę udałem się do kuchni. Zrobiłem jej kanapkę i kawę do kubka termicznego. Jeszcze mi za to podziękuje. Wybiega z łazienki i staje przed lustrem. Obserwuję ją jak plecie sobie warkocza. Chyba nie jest tego świadoma, że stoi przede mną w samej bieliźnie.
- Mógłbym tak patrzeć na Ciebie całymi dniami.- wtedy się zorientowała co ma na sobie i na spokojnie udała się do pokoju. Z gracją wyszła z pomieszczenia ubrana w klubowy dres. Z trzema teczkami pod pachą, torbą na ramieniu i tuszem do rzęs, który trzymała w zębach, wygląda dość zabawnie. Biorę od niej teczki, ona się jeszcze ubiera w puchową kurtkę i cieplejsze buty i wychodzimy. Kiedy stoimy w porannym korku, a Natalia maluje rzęsy, słyszę jakiś dziwny dźwięk.
- Przepraszam, nie zjadłam śniadania.- czyli to w jej brzuchu zaburczało.
- Z tyłu masz kanapkę i kawę w kubku. I nie musisz dziękować. - uśmiechnąłem się.
- A jednak podziękuję. - dała mi buziaka w policzek i ruszyliśmy dalej.


Trening powoli dobiega końca. Za dwa dni gramy z Dynamo Moskwą w Lidze Mistrzów. Ale fajnie. Zobaczę się z Bartkiem. Mimo to, że ma kontuzję to i tak przyjedzie. Już się nie mogę doczekać. Ostatni raz widzieliśmy się chyba... O kurczę, nawet nie pamiętam kiedy. Ale bodajże w Sofii, złotej zresztą. Kiedy trening już się skończył, trener Alekno wziął mnie na stronę.
- Natalio. Mam do Ciebie pytanie.
- Słucham trenerze.
- Może Ty wiesz dlaczego Anderson z Biereżko cały trening posyłają sobie takie gromy oczami?
- Tak, wiem. Zaraz to załatwię. - zostawiłam trenera i poprosiłam, żeby Matt i Jurij zostali jeszcze na chwilę w hali, bo mamy do pogadania. Nie powiem Andersonowi, że Jurij się o mnie założył. Przecież by wybuchł taki konflikt w drużynie, że nawet wolę o tym nie myśleć. Przegadałam im do rozumów, że mają się przestać na siebie boczyć, bo ja sobie wszystko z Jurijem wytłumaczyłam. Jestem na niego zła, okej, ale postaram się z tym pogodzić. Niech mu się wiedzie z Jeleną. A Matthew niech się z tym pogodz.i, że na horyzoncie zostałam mu ja albo jakaś inna. Ale mam nadzieję, że ja.



Czeeeeść Wam!

Mam świadomość, że rozdział nie jest jakiś powalający, ale ważne, że generalnie coś powstało.
Co słychać? W sumie okej, bywało lepiej. Skra niestety nie wytrzymała ciśnienia i musiała się pożegnać z finałem PlusLigi. No nic. Zawsze pozostaje walka o miejsca 3-4. 
Pozostawcie proszę po sobie znak.
Komentarze są bardzo motywujące. Jakoś tak się w odstępach miesięcznych będą się ukazywać rozdziały. Teraz zasiadami pisać rozdział na Kurka.
A póki co, miłej soboty i niedzieli :)
Wasza K.