piątek, 16 marca 2018

Rozdział 23.

Idziemy w tym sezonie jak burza. Kolejny mecz i kolejna wygrana. Dziś dość szybkie 3:0 i do domu. Drużyna z Modeny nie dała nam rady. Natalia mnie zdecydowanie unika. Od wczoraj zamieniła ze mną tylko kilka słów. I to w dodatku bardzo wymuszenie. Czuję, że coś jest nie tak. Nie chciała mi powiedzieć o co chodzi, ale to chyba przez to jak się wygłupiłem z tym pytaniem o wspólne mieszkanie. Kocham ją i sądziłem, że to dobry pomysł. Przez cały lot powrotny znowu siedziała z przodu i coś czytała. Próbowałem zagadać, ale mnie olała. No cóż. Poradzę sobie z nią w inny sposób jak już wrócimy do domu. Wylądowaliśmy w Kazaniu po 21.
- Jedziesz ze mną?- spytałem ją niepewnie.
- Tak z chęcią. - odparła i wpakowała swoją walizkę do bagażnika mojego auta. Dłuższy czas jechaliśmy w ciszy. W końcu na kolejnych światłach nie wytrzymałem.
- Jesteśmy już sami. Powiesz mi co się dzieje? Czemu mnie unikałaś?
- Bo byliśmy na wyjeździe, a chyba się umawialiśmy, że na wyjazdach nie będziemy zachowywać się jak para.- odburknęła, nawet na mmie nie patrząc.
- Okej, ale teraz jesteśmy już sami, więc mogłabyś mi okazać trochę uczucia. Strasznie się stęskniłem.
- A Ty mógłbyś mnie nie popędzać.
- Ach, to o to chodzi. Przepraszam Nats. Chyba nie przemyślałem tego do końca.
- No chyba. Poczułam się nieco przytłoczona. Nie chcę się spieszyć z tak poważnymi decyzjami. Chciałabym, żebyś to uszanował.-  podjechaliśmy pod blok. Wysiadła i wzięła swoje rzeczy.
- Daj, pomogę Ci.- zabrałem jej walizkę i poszliśmy na górę. - Idziesz do mnie?- spytałem, kiedy byliśmy w windzie. Przysunąłem się do niej z zamiarem pocałowania jej lekko zaczerwienionych ust.
- Nie, pójdę do siebie. Jestem zmęczona, a  Minsur i trener Alekno chcą mnie jutro widzieć na testach. Muszę odpocząć.
- Dobrze, jak chcesz.-  i znowu cisza. Czułem, że nadal mi wszystkiego nie powiedziała. W sumie to kluczy jeszcze nie oddałem, więc mogę ją odwiedzić. To był dobry plan. Dałem jej buziaka w policzek i poszedłem do siebie. Wpakowałem brudne rzeczy do pralki i wziąłem prysznic. Ubrałem dresy i poszedłem piętro wyżej, zabierając ze sobą klucze do mieszkania Natalii. Włożyłem klucz do zamka, ale ten nie stawiał oporu. Nacisnąłem na klamkę i drzwi się otworzyły. Natalia zazwyczaj je zamykała, więc trochę mnie to zdziwiło. Wszedłem do mieszkania i od razu udałem się do jej pokoju. Był pusty. W kuchni też jej nie było, w salonie też nie. Sprawdziłem łazienkę. Przeraziłem się, kiedy ją zobaczyłem. Siedziała pod prysznicem. Była skulona i płakała, a woda cały czas na nią spływała.
- Boże Natalia, co się dzieje?- bez zawahania wszedłem w ubraniach pod prysznic i usiadłem obok niej. Objąłem ją ramieniem, a ona od razu się w mnie wtuliła. Czyli nie myliło mnie przeczucie, że coś jest nie tak.- Ćśśś, nie płacz, proszę. Nie lubię jak płaczesz. Co się stało skarbie?- rozpłakała się jeszcze bardziej. Uniosłem rękę do góry i zakręciłem wodę.
- Nie, odkręć. Proszę.- powiedziała bardzo zachrypniętym głosem.
- Dobrze, jak sobie życzysz. Powiesz mi co się stało? Czy to przeze mnie i moją głupią propozycję?
- Nie, to nie przez Ciebie. Im bliżej świąt tym coraz bardziej sobie uświadamiam, że  będą takie straszne. Tak bardzo za nim tęsknię. Nie wyobrażam sobie tego magicznego czasu bez mojego taty. Już nigdy nic nie będzie tak samo.
- Doskonale wiem, co czujesz. Ale masz mnie. Na zawsze. O każdej porze dnia i nocy.- pogłaskałem ją po policzku.
- Wiem, dziękuję Ci za to.- schowała twarz w moją klatkę piersiową, a ja głaskałem ją mokrych i nagich plecach.
- Czemu zostawiłaś otwarte drzwi?- odezwałem się po dłuższej chwili.
- Bo miałam cichą nadzieję, że przyjdziesz. A skoro oddałeś już klucze, to...
- Właściwie, to jeszcze tego nie zrobiłem. Chodź, pójdziemy do łóżka.
- Matthew, seks mi teraz nie pomoże.
- Pójdziemy spać. Jest już późno, a rano masz testy. Chodź.
- Jesteś cały mokry.- dotknęła mojej koszulki.
- A ty jesteś nago.- zaśmiałem się. Zaczęła się zasłaniać, jakby się wstydziła.- Przestań. Przecież już nie raz Cię taką widziałem. I szczerze mówiąc bardzo mi taki widok odpowiada.- nie spodziewałem się, że mnie pocałuje. Wplotła swoje palce w moje włosy i usiadła na mnie okrakiem. Ściągnęła ze mnie koszulkę i spojrzała głęboko w oczy.
- Bardzo Cię kocham, wiesz?
- Wiem.- położyłem swoje dłonie na jej lędźwiach.- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy.
- Czuję.- zaśmiała się i poruszyła swoimi biodrami. Zadrżałem i wiedziałem, że chyba coś dzisiaj zdziałam w kwestii łóżkowej. Choć nic tego wcześniej nie zapowiadało. Złączyliśmy się w pocałunku i chciałem trwać tak cały czas. Mocno ją objąłem i chciałem wstać, ale mi nie pozwoliła.
- Nie, chcę tutaj.
- Przed chwilą mówiłaś, że seks Ci teraz nie pomoże.
- Wiem, ale to Ty mi pomożesz. Dzięki Tobie, czuję się bardziej wypełniona.- spojrzałem na nią i zachciało mi się śmiać. - Dziwnie to zabrzmiało?- przytaknąłem.- Chodzi mi o to, że...
- Wiem o co Ci chodzi. Tak się składa, że często rozumiemy się bez słów. I teraz widzę po Twoich słodkich rumieńcach na policzkach, że jestem w stanie Ci pomóc.- wpiłem się w jej usta i się zatraciłem. Pomogła mi zsunąć resztę moich ubrań i połączyliśmy się w jedność. Czułem bijącą od niej tęsknotę. Kochaliśmy się tak jakby był to ostatni raz. Powoli, mocno i totalnie rozkosznie. Trochę to straszne, ale wiem, że to na pewno nie był ostatni raz. Obydwoje nawzajem siebie potrzebujemy. Czułem jak rosnąca między nami przyjemność zaraz eksploduje. Nie myliłem się. To niesamowicie podniecające uczucie, docierać razem na sam szczyt. Jęknęła przeciągle, kiedy rozpadała się na kawałki w moich ramionach. Opadła na mnie bezsilnie, dysząc. Oparła swoją głowę o moją klatkę i znowu odkręciła wodę.
- Chryste, jaka zimna!- wysyczałem.- Ale Ty jesteś taka ciepła.
- Umyjesz mnie?- zapytała.
- Jasne skarbie.- wstaliśmy i sięgnąłem po myjkę oraz żel. Zacząłem ją mydlić, a ona mnie.- Masz taką miękką skórę.- zacząłem spłukiwać pianę z jej piersi. Ona w tym czasie zaczęła zjeżdżać myjką w dół do mojej męskości. Wstrzymałem oddech, kiedy jej ręka delikatnie zaczęła mnie pieścić. Ta dziewczyna jest niesamowita. Wziąłem olejek, który stał obok szamponu. Nie mam pojęcia do czego go używa, ale wylałem kilkanaście kropel na jej piersi. Nawiasem mówiąc, są fantastyczne. Zacząłem delikatnie masować każdą po kolei, dodatkowo składając pocałunki na jej szyi. Zaczęła szybciej oddychać, zresztą ja też. Znowu czułem się rozpalony i rozochocony.
- Matthew?- wydyszała, kiedy powoli docierałem do jej ust.
- Tak?
- Chodźmy do sypialni. Stęskniłam się.
- A jednak.- uśmiechnąłem się do niej.
- Przepraszam za tamto wcześniej.
- Nie gadaj już tyle.- złapałem ją za pupę, a ona wskoczyła na mnie tak, że trzymałem ją w ramionach. Oplotła swoimi nogami i zaniosłem ją do sypialni. Rzuciłem ją na łóżko i znowu była moja. Słodka, stęskniona za mną i taka mmmm. Nawet nie wiem jak to określić. Jest po prostu moja i kiedy się kochamy, oddaje mi się cała, bez wyjątku. Kiedy kolejny raz się w niej zanurzyłem, zacisnęła swoje mięśnie, każąc mi zostać w sobie. Zrobiłem tak jak chciała, ale kiedy się rozluźniła, wyszedłem z niej. Subtelnie przewróciłem ją na plecy, klepnąłem ją delikatnie w pośladek i znowu się w niej zanurzyłem. Była tak ciepła, wilgotna i gotowa na każdy kolejny ruch. Wiła się pode mną i dysząc wymawiała moje imię.
- Kocham Cię Nats.- pochyliłem się nad nią i szepnąłem jej do ucha. Wtedy poczułem jak mięśnie jej słodkiej kobiecości zaciskają się wokół mnie. Wiedziałem, że szczytuje i po chwili moje ciało również nie wytrzymało. Dołączyłem do mojej ukochanej i wykończony, spełniony i nasycony delikatnie na nią opadłem.
- Ja Ciebie też kocham Matthew. Zejdziesz ze mnie? Ciężko mi się oddycha.- mruknęła. Osunąłem się na bok i przyciągnąłem ją do siebie.- To było cudowne. A miałam się jeszcze dzisiaj pouczyć.- oparła głowę o moją klatkę piersiową i ziewnęła.
- Na pewno świetnie sobie dasz jutro radę.- ucałowałem jej włosy.- Jestem wykończony.
- Ja też, ustawię budzik i idziemy spać.- wzięła do ręki telefon. Nagle coś ważnego przyszło mi do głowy.
- Natalia, powiedz mi, że zaczęłaś już brać te tabletki. Bo wiesz ja w Tobie, no wiesz.
- Skończyłeś? - zaśmiała się.- No nie wstydź się tych słów. Spokojnie. Gdybym ich nie brała, to bym Ci na to nie pozwoliła. A teraz serio chodźmy spać, jest już 24. A o 7 muszę wstać.- ziewnęła i wtuliła się we mnie. - Dobranoc panu.
- Dobranoc pani.- uśmiechnąłem się pod nosem i od razu usnąłem.


Jest mi cieplutko, milutko i mięciutko. Niestety mój błogostan przerywa budzik. No tak, mam być na 8.30 w klubie. Z trudem otworzyłam oczy, bo słońce dostawało się przez okno. Wyplotłam się z objęć Andersona. Tak słodko spał, że nie chciałam go budzić. Dziś miał się odbyć tylko popołudniowy trening, więc mógł dalej spać. Wstałam, zarzuciłam na siebie szlafrok i poszłam zrobić sobie kawę. Spojrzałam na termometr i nie mogłam uwierzyć. - 25 stopni Celsjusza. Na moje oko śniegu po kolana. Och, jeszcze bardziej mi się nie chciało nigdzie ruszać. Ale jak trzeba to trzeba. Zjadłam owsiankę z bananem i poszłam pod prysznic. Wysuszyłam włosy i poszłam do pokoju po ubrania. Mój kochany przyjmujący rozłożył się na całym łóżku. Położył się na brzuchu i cicho pochrapywał. Lekko się pomalowałam, włosy zaplotłam w warkocz i ubrałam się bardzo ciepło. Usiadłam na brzegu łóżka i pogłaskałam przyjmującego po policzku. Zaczął się przebudzać.
- Dzień dobry skarbie.- wymruczał.
- Dzień dobry. Muszę już jechać. Wiesz co gdzie jest, prawda?
- Tak. Jak się czujesz?
- Lepiej. Porozmawiamy jak wrócę, dobrze?- Wstałam i poszłam założyć puchową kurtkę oraz moje niezastąpione buty do chodzenia zimą po górach. Owinęłam się szczelnie szalikiem, a na uszy naciągnęłam czapkę. Z pokoju wyłonił się nagi mężczyzna.
- Ubrałaś się tak jakby było ze 20 stopni mrozu.- zaśmiał się.
- Jest 25. Ubierz się proszę. W łazience na pralce masz czyste i suche ubrania.
- Skąd?
- Magia.
- Mhm. Buzi na do widzenia?- podeszłam i cmoknęłam go w policzek. -  Tylko tyle?
- Tak, serio muszę uciekać. Kocham Cię. Pa.
- Ja Ciebie też, powodzenia. - zamknął za mną drzwi. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do klubu.


- Dobrze Natalio. Wszystko dobrze. Tak przeglądam ten pisemny test, który pisałaś na początku no i powiem Ci jest duży progres. I o to chodziło. Świetnie sobie radzisz.- stwierdził Minsur.
- Staram się. To czysta przyjemność uczyć się pod okiem takiej kadry.
- To my się cieszymy, że mamy u siebie taką zdolną uczennicę. Chwilowo, bo chwilowo, ale kto wie. Może któregoś dnia dołączysz do nas nie jako stażystka.- odparł trener.
- To by było spełnienie marzeń.- uśmiechnęłam się serdecznie do pana Alekno.
- Jesteś na dziś wolna. Nie musisz być na popołudniowym treningu. Do jutra. - obaj panowie wyszli z gabinetu fizjoterapeutów. Sprzątnęłam sztuczne ramię i kostkę i pojechałam do domu. Było tyle śniegu dookoła, że miałam ochotę na bitwę śnieżkami i ulepienie bałwana. Nawet mróz by mi w sumie nie przeszkadzał. Jednak kiedy weszłam do ciepłego mieszkania, moje zdanie o zimnie zmieniło się o 180 stopni. Nie ruszam się dzisiaj nigdzie. Kupiłam papiery na prezenty gwiazdkowe, więc będę miała co robić.
- Jesteś Matthew?- zawołałam jednocześnie zdejmując całe ubranie wierzchnie.
- Tak, w salonie.- odpowiedział. Zaniosłam zakupy do kuchni i poszłam do przujmującego. Zakradając się po cichu dotknęłam swoimi zmarzniętymi dłońmi jego szyi.
- Zobacz kochanie jak jest ciepło.- aż podskoczył.
- No właśnie czuję. Chodź pod koc. I jak było?
- Wszystko w porządku. Zrobiłam duże postępy.- usiadłam obok niego i szczelnie przykryłam się kocem.
- Moja zdolniacha. - cmoknął mnie w policzek.- Jejku jaka jesteś zmina.
- Bo jest okrutnie zmino na zewnątrz. Co tak właściwie oglądasz?
- A nic konkretnego.
- Matthew przepraszam Cię za wczoraj. Już od kilku dni miałam gorsze samopoczucie. Jakoś mi się wczoraj wszystko skumulowało.
- Nie masz za co przepraszać. Aczkolwiek trochę się wystraszyłem jak Cię zobaczyłem pod tym prysznicem. Następnym razem po prostu przyjdź i powiedz od razu co sie dzieje. Obiecujesz?
- Obiecuję.- cmoknęłam go w policzek i tak sobie leniuchowaliśmy, dopóki Matthew nie poszedł na trening, a ja nie zabrałam się za pakowanie prezentów.



Taki w sumie o niczym.
Ale dziwnie mi się podoba.
Do następnego.
Wasza K.