czwartek, 8 lutego 2018

Rozdział 21.

Obudziłam się przed przyjmującym. Leżeliśmy odwróceni do siebie plecami. Spojrzałam na zegarek. Była 9, więc wstałam i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro i się przeraziłam. Nie zmyłam wczoraj makijażu. Dobrze, że chociaż zdjęłam soczewki. Ubrałam się szybko w sukienkę i na bosaka pobiegłam do swojego mieszkania, piętro wyżej. Zostawiłam mu kartkę w kuchni, że jestem u siebie. Wzięłam szybki prysznic i trochę się ogarnęłam. Skończyły mi się soczewki, więc byłam skazana na okulary. Zasiadłam na kanapie i rozmyślałam o tym co się wczoraj wydarzyło. To był naprawdę super wieczór. Już dawno tak dobrze się nie bawiłam. No i wszyscy się dowiedzieli o mnie i Andersonie, więc pewnie będzie jeszcze więcej plotek. Sądziłam jednak, że wczoraj dotrzemy do ostatniej bazy. Pozwoliłabym mu na to, nawet teraz. Wiem, że mnie nie skrzywdzi. Zresztą udowodnił to wiele razy. Zadzwoniłam do Marcina, bo musiałam się w końcu komuś wygadać. Zawsze mieliśmy dobry kontakt. Opowiedziałam mu wszystko. Dowiedziałam się od niego, że w dzień pogrzebu taty Matthew obiecał mu, że się mną zaopiekuje. Oznajmiłam Marcinowi, że opiekuje się mną bez przerwy i tak jak trzeba. To w zasadzie słodkie. Rozmawiamy jeszcze przez chwile o głupotach i o przygotowaniach do ślubu. Na razie je zawiesili ale od nowego roku znowu zacznie się ślubna gorączka. Żegnam się z bratem i wpadam na pomysł zrobienia typowego amerykańskiego śniadania. Mam nadzieje, że ten wielkolud z dołu się ucieszy. Szukam w internecie co w chodzi w jego skład i robię szybką listę zakupów. Kiedy owijałam się szalikiem, usłyszałam dźwięk smsa.
"Umieram." - no po takiej dawce alkoholu jaką zażył, też bym konała. Odpisałam tylko, żeby przyszedł do mnie za jakieś 40 minut, to go uratuję pysznym śniadaniem. Zakupiłam co było mi potrzebne i szybkim krokiem wróciłam do domu. Weszłam do mieszkania i oczywiście zaparowały mi okulary. Właśnie dlatego wolę soczewki. Jajka, bekon, tosty i pankejki, to było moim oczkiem w głowie przez najbliższe pół godziny do póki nie usłyszałam dźwięku dzwonka drzwi. Zamiast się ze mną przywitać jak należy, od progu powiedział:
- Kobieto, te zapachy rozchodzą się aż na klatce schodowej. Czuje się jakbym miał 10 lat i byłyby wakacje. Wyczuwam bekon i pankejki. Uwielbiam Cię.- zaśmiał się i poszedł od razu do kuchni. Na szczęście zdążyłam nakryć do stołu, więc przyjmujący od razu do niego zasiadł. Czekając aż kolejny naleśnik się usmaży, poczułam ciepłe dłonie pod bluzką.
- Co Ty robisz?- spytałam przyjmującego.
- A nic. Patrzę co robisz.- oparł głowę o moje ramię i tak stał.
- Matthew siadaj już do stołu.- lekko go odepchnęłam biodrami i sama usiadłam do stołu. Widziałam z jaką ochotą pałaszował jedzenie. Chyba mu smakowało. Jedliśmy w ciszy, ale czułam, że mi się przyglądał. Czułam się nieco skrępowana. W pewnym momencie już nie wytrzymałam.
- Ubrudziłam się gdzieś czy coś? Strasznie mi się przyglądasz.
- Od kiedy nosisz okulary?- spytał, pakując sobie do ust naleśnika oblanego syropem klonowym.
- Od gimnazjum, ale na co dzień noszę soczewki. Wygodniej mi po prostu.
- Ładnie Ci w nich.- uśmiechnął się, a ja się zawstydziłam.- Jezu, jakie to dobre. Chyba się z Tobą ożenię.- zignorowałam to. Kiedy skończyliśmy, mężczyzna pomógł mi posprzątać, cały czas mi się przyglądając. Krępowało mnie to do tego stopnia, że w końcu mu powiedziałam, że jak nie przestanie się tak na mnie gapić to go wygonię piętro niżej. Od razu przestał. Poszłam umyć zęby i się pomalować. Zrobiłam delikatny makijaż i zaplotłam włosy w kłosa. Wyszłam z sypialni, a przyjmujący oglądał coś w telewizji.
- To co ruszamy?- spytałam.
- Gdzie?- zdziwiony odpowiedział.
- No na świąteczne zakupy. Sam wczoraj mnie o to poprosiłeś, a ja już się trochę na nie napaliłam.
- Napaliłaś się?- poruszył znacząco brwiami.
- Boże, co jest z Tobą dzisiaj?- zaśmiałam się.
- Nic, ale musisz mi dać jeszcze z 20 minut, bo tak się najadłem, że się ruszyć nie mogę. Było na prawdę pyszne. Takie śniadanie z dzieciństwa. Dziękuję.- dał mi buziaka w policzek.
- Nie ma za co. Cieszę się, że Ci smakowało. To pójdę się może przebrać.- wstałam z kanapy jednak przyjmujący był szybszy.
- Nieeee, chodź tu do mnie.- pociągnął mnie za rękę i usiadłam mu okrakiem na kolanach. Znowu jego dłonie wylądowały pod moją koszulką.
- Co chcesz zrobić?- spytałam.
- Nie masz ochoty się poobściskiwać?- zaczął wodzić nosem po mojej szyi. Przeszły mnie ciarki.
- Mam, ale może załatwmy co mamy do załatwienia, a później się zobaczy co uda się zrobić, okej?
- Okej.- złączył nasze wargi w jedność. Ojej, jaki on słodki. Serio, smakował syropem klonowym. Poruszyłam nieznacznie biodrami i poczułam, kolejny raz zresztą, że cieszy się z mojej obecności.
- Matthew? A może chciałbyś zostać dziś u mnie na noc?- spytałam z zalotnym uśmiechem.
- Jeśli tylko chcesz.- pogładził mnie po policzki i cmoknął w usta.- A teraz skoczę po kurtkę i możemy się zbierać.- zeszłam mu z kolan i poszłam się przebrać w to. W tym czasie przyjmujący poszedł do siebie, a w mojej głowie pojawił się plan na dzisiejszy wieczór. Może być interesujący. Wiedziałam już mniej więcej co komu kupię. Wsiedliśmy do auta i po pół godzinie byliśmy już galerii. Plan był taki, że dajemy sobie dwie godziny. Każde z nas pójdzie w swoją stronę i spotkamy się przy Sephorze. W takim razie ją zostawiłam na sam koniec. Hani kupiłam perfumy i zestaw pędzli do makijażu. Mojemu wybrednemu bratu najnowszą część Fify i koszulę. Miałam dylemat co do przyjmującego. W końcu zdecydowałam się na zegarek. Widziałam u niego dość dużą kolekcję, więc chyba je lubi. Kupiłam jeszcze parę rzeczy sobie, w tym soczewki, bo w końcu czemu nie. Między innymi bardzo ładny komplet bielizny na wieczór. Jak ma być wyjątkowo, to niech będzie. Na sam koniec jeszcze weszłam do Sephory, choć i tak miałam już mnóstwo siatek. W zasadzie niczego konkretnego z niej nie potrzebowałam, ale zdecydowałam się na kilka kosmetyków, jak to każda kobieta. Wyszłam i czekałam na przyjmującego. Po 10 minutach pojawił się na horyzoncie. W sumie nie trudno było go zauważyć. Jest dość wysoki.
- Wszystko masz?- spytał, witając się ze mną buziakiem w policzek.
- Tak, możemy już wracać?
- Z chęcią. Nie lubię robić zakupów i jestem głodny. Co zjemy na obiad?
- A co proponujesz?- spytałam wpakowując siatki do bagażnika.
- Hmmm, a może to Ty przyjdziesz dziś do mnie. W końcu muszę się jakoś odwdzięczyć za śniadanie.
- Okej, o której mam być?
- Powiedzmy, że o 17. Jak chcesz to możesz wcześniej.
- Dobrze, ale muszę się zdrzemnąć chwilkę chociaż.- czyli może to u niego będzie romantycznie? Weszliśmy do windy, a on przycisnął mnie do ściany.
- Wiesz, chciałbym się kiedyś zaciąć tutaj z Tobą.- jego dłoń wylądowała na moim biodrze i sunęła w dół. Całe szczęście, że drzwi się otworzyły i przyjmujący poszedł do siebie. W innym przypadku zaciągnęłabym go do siebie i nie byłoby mowy o drzemce. Rozpakowałam zakupy i położyłam się na kanapie. Włączyłam sobie Bridget Jones, przykryłam się kocem i po chwili usnęłam. Całe szczęście ustawiłam sobie budzik, bo spałabym chyba do rana. Zwlekłam się z kanapy i od razu poszłam pod prysznic. Ubrałam zakupioną dziś bieliznę i sukienkę. Była dość wyzywająca, ale czułam, że to ma być nasz wieczór i noc, więc chciałam wyglądać jak najlepiej. Lekko się pomalowałam, troszkę zakręciłam włosy prostownicą i w zasadzie byłam gotowa. Nie wiem czemu, ale okropnie się denerwowałam. Przed wyjściem jeszcze popsikałam się perfumami i mogłam ruszać. Zeszłam piętro niżej. Otworzył mi drzwi ubrany w czarną koszulę i jeansy. Kątem oka rzuciłam na drzwi od sypialni. Były zamknięte. Jak prawdziwy dżentelmen odsunął mi krzesło przy stole w kuchni i zapalił świeczki. Kazał mi chwilkę poczekać. Usłyszałam jak włącza jakąś muzykę. Bardzo pobudzała zmysły. Wszedł do kuchni, nalał wina do kieliszków, a potem podał posiłek. Tagliatelle z krewetkami.
- Nie wiedziałam, że tak dobrze gotujesz. - powiedziałam i upiłam kolejny łyk wina.
- Nauczyłem się kiedy grałem we Włoszech. Tamtejsza kuchnia bardzo mi przypadła do gustu.- zabrał puste talerze i odstawił do zlewu. Czuło się w powietrzu spięcie, które panowało między nami. - Ślicznie wyglądasz.- powiedział i dolał mi wina.
- Dziękuję.- nagle wstał i sądziłam, że po to aby mnie pocałować. Pomyliłam się niestety. Zamknął się w sypialni.  Co jest? Chyba nici z dzisiejszej niezapomnianej nocy. Stanęłam sobie przy oknie. Znowu sypał śnieg. Po chwili poczułam jak przyjmujący staje za mną i mocno mnie przytula. Sprawnym ruchem obrócił mnie przodem do siebie. Nie widział niestety, że trzymam kieliszek i tym samym cała jego zawartość znalazła się na koszuli Andersona.
- O jejku, przepraszam, nie chciałam.- nie wiem czemu, ale rozbawiła mnie ta sytuacja. Jego chyba też i zachęciła do czegoś więcej. Posadził mnie blacie i zaczął całować. Zarzuciłam mu ręce na kark, a on bardzo się do mnie przysunął. Dzięki temu moja sukienka też zrobiła się nieco mokra.
- Hmm, trzeba ją chyba z Ciebie zdjąć skarbie.- powiedział rozpinając zamek na plecach. Oplotłam go nogami w pasie i zaczęłam mu rozpinać guziki koszuli. Spadła na podłogę i mogłam ciepłymi dłońmi muskać jego skórę. Jejku, to charakterystyczne "V" na dole upewniło mnie jeszcze bardziej w tym, że Matthew Anderson jest po prostu ciachem. I jest mój!
- Na pewno tego chcesz? Jeśli nie to wiesz dobrze, że możemy zaczekać.- oderwał się ode mnie i spojrzał głęboko w oczy.
- Chcę, nawet bardzo. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz, bo mnie kochasz, tak samo jak ja Ciebie.- pogłaskałam go po policzku.
- Nats, na prawdę?- widziałam w jego oczach ten błysk.
- Na prawdę. Kocham Cię Matt i chciałabym, żebyś teraz naprawił sytuację.- uśmiechnęłam się.
- Jaką sytuację? Ach, no tak. To chodź, mam niespodziankę.- dalej mocno trzymałam go nogami, więc kiedy mnie podniósł nie mogłam się od niego oderwać. Złapał mnie jedną ręką w talii, a drugą za pupę i zaniósł do sypialni. Kazał zamknąć oczy. Słyszałam jak otwiera drzwi. Postawił mnie na ziemi, a moja rozpięta wcześniej sukienka, spadła na puchaty i miękki dywan.
- Możesz otworzyć.- szepnął mi do ucha, tym cholernie seksownym głosem. Jak powiedział, tak zrobiłam. Moim oczom ukazał się obrazek jak z jakiegoś romantycznego filmu. Zapalone świeczki, kadzidełka, dużo poduszek na łóżku i jeszcze te płatki róż na pościeli. Się chłopak postarał. Poczułam nieodparte ciepło na sercu i nie tylko.
- Jejku, jakie to słodkie. Dziękuję, jesteś najlepszy.- wpiłam mu się w usta, a on nie był mi dłużny. Delikatnie położył mnie na łóżku i zaczął całować po szyi, schodząc coraz niżej.
- Jesteś taka piękna.- wyszeptał w moją skórę między piersiami. Delikatnie mnie uniósł i rozpiął biustonosz, tym samym zostawiając mnie w samych majtkach. Przyssał się do prawej piersi, a lewą masował swoją ciepłą dłonią. Ja w tym czasie próbowałam dobrać się do jego spodni, ale przyjmujący mnie powstrzymał.
- O nie. Dziś to ja się Tobą zajmę, więc chłoń całą przyjemność skarbie.- pocałował mnie w usta i sięgnął dłonią do dolnej części mojej bielizny.- Na 100%?- spytał jeszcze raz z takim żarem w oczach, że nawet gdyby coś, to nie byłabym mu w stanie odmówić.
- Tak, proszę.- wydyszałam. Przysunął się tak, że jego twarz była na przeciwko mojej, jego prawa dłoń delikatnie wsunęła się pod moją bieliznę. Był bardzo delikatny. Poczułam, że chcę więcej, dużo więcej. Uniosłam biodra, dając mu znać, żeby przestał się cackać. Uśmiechnął się i sprawnym ruchem zdjął z siebie spodnie, a później ostatnią część mojej garderoby.
- Nie masz na sobie bokserek?- zaśmiałam się.
- Nie, tak jest szybciej.- zażartował i znowu zaczął obdarowywać pocałunkami całe moje ciało. Calutkie. Nie ominął żadnego miejsca. Kiedy dotarł do tego miejsca, myślałam, że spłonę. Sięgnął ręką do szuflady. Pomogłam mu otworzyć opakowanie z zabezpieczeniem. Chciałam go poczuć całą sobą. Przyjmujący wyciągnął się nade mną. Uniósł moją prawą nogę i anektując moje usta, bardzo delikatnie wsunął się we mnie. Wstrzymałam oddech, bo poczułam lekki ból. 
- Wszystko w porządku skarbie?- spojrzał na mnie z czułością. Przytaknęłam i skupiłam się tylko na nim. Na początku był bardzo delikatny, ale kiedy przyzwyczaiłam się do jego ruchów, pozwoliłam mu na szybsze. Chciałam wodzić palcami po jego umięśnionych plecach, ale w mgnieniu oka złapał mnie za ręce i położył nad głową. Wiłam się pod nim, bo był na prawdę bardzo dobry w tym co robił. Wiedział doskonale gdzie ma mnie dotknąć czy pocałować, żebym odleciała. Poruszał się we mnie coraz szybciej i zachłanniej. Nie wytrzymałam długo i rozpadłam się przy nim na kawałki. Czułam mrowienie w czubkach każdych palców. Wygięłam się w łuk i poczułam, że on też dotarł w to samo magiczne miejsce co ja. Leżeliśmy wtuleni w siebie, nic nie mówiąc tylko co chwila obdarowując się czułymi pocałunkami. Oparłam się na łokciu i przyglądałam mu się. 
- Coś się stało?- spytał, wplątując swoją dłoń w moje włosy.
- Nie, jestem tak zwyczajnie po prostu szczęśliwa. I to dzięki Tobie. Dziękuję Ci skarbie.- cmoknęłam go w usta. To był błąd, bo chłop miał na tyle siły, żeby jednym ruchem posadzić mnie na sobie. Sam poprawił się na łóżku i też znalazł się w pozycji siedzącej. Oplotłam go nogami i położyłam ręce na jego karku. 
- Jesteś niezwykła, wiesz?- objął mnie w talii i znowu zaczął całować. Znowu zaczęło się robić coraz goręcej. Poruszyłam lekko biodrami i poczułam, że znowu będziemy mogli być jednością.
- Mmm, panie Anderson, znowu? Nie minęło nawet 15 minut.- zaśmiałam się.
- To wszystko przez panią, pani Możdżonek.- powiedział nieudolnie.
- Muszę Cię zacząć uczyć polskiego.- powiedziałam między kolejnymi pocałunkami.
- Okej, ale od jutra.- skwitował i znowu byłam cała jego. Kochana i szczęśliwa.






Hmmm.
I jak?
Jakiś minimalny przypływ weny nastąpił.
Mam nadzieję, że się podoba tym, co jeszcze tu zaglądają.
Wasza K.